
Powyższy obrazek nie do końca odnosi się do tematu, ale generalnie dotyczy blogów. Wśród blogerów jest taka grupa, która strasznie mnie denerwuje i chyba nie tylko mnie. Nie chodzi tu bynajmniej o ludzi opisujących swoje wyimaginowane ekscesy łóżkowe, bo Ci akurat dostarczają wielu czytelnikom rozrywki i śmiechu;) Nie chodzi również o dzieci neostrady, które zapełniają kolejne terabajty sieci treścią bez treści, we wszystkich kolorach tęczy. Chodzi o blogerów, którzy produkują coraz to nowe, kolejne blogi, publikując na nich kilka postów, po czym porzucając je.
Oczywiście można powiedzieć, że się czepiam, bo sieć jest duża i przyjmie wszystko. Ok, prawda. Tyle, że wśród tej fali coraz trudniej znaleźć coś wartościowego. Wydaje mi się, że dla niektórych ilość posiadanych blogów świadczy o blogerze. Nie ważne właściwie co, ważne żeby coś. Prawda natomiast jest taka, że treści zabrane ze wszystkich blogów jednej z tych osób nie wystarczyły by na wypełnienie jednego porządnego bloga. Czy to potrzeba bycia wszędzie? A może ciągłego przypominania pozostałym internautom o swoim istnieniu?
Nic jednak z tym nie zrobimy. Bzdurlogerzy rosną w siłę i rosnąć będą.